Wartość edukacji szkolnej i wyższej w
dobie XXI w.
Wiele osób- zarówno dzieci jak i
dorosłych- zadaje sobie pytanie: „Po co uczę/uczyłem się tego jeśli nie
przyda/nie przydało mi się to w życiu?” Nie wspominając już o
stwierdzeniach typu: nie lubię matematyki i po co mi ona- wystarczy mi znać
liczby i podstawowe działania.
Celem tego postu nie jest wytykanie błędów
w polskim systemie edukacji- choć tych błędów jest sporo. Zamysłem tego wpisu
jest nakłonienie najpierw do refleksji a później do działania.
W moich wcześniejszych przekonaniach
utwierdziła mnie przeczytana ostatnio książka Roberta Kiyosakiego „Bogaty
ojciec, biedny ojciec”. Edukacja szkolna to nauka szerokich podstaw do dalszego
zdobywania wiedzy przez całe życie. Edukacja wyższa to szansa na start,
zdobycie pierwszej pracy, która jest nam potrzebna w początkowej fazie aby
rozwinąć własny biznes i zbudować drogę do bycia niezależnym finansowo a nawet-
nie bójmy się tego powiedzieć- bycia bogatym. Studia to też przede wszystkim
ogromna kopalnia kontaktów i możliwości, które trzeba tylko umiejętnie
wykorzystać.
Część ludzi obecnie pyta się mnie na co mi
studia jeśli nie zamierzam dalej iść w stronę związaną
z wykształceniem. Odpowiedź jest prosta- zdobyłem dzięki nim kontakty,
umiejętności, zmieniłem się i swój pogląd na świat. Nigdy nie byłbym w tym
miejscu, gdzie jestem obecnie, gdyby nie studia- nie byłbym chociażby DJ-em.
Jednak to, co najważniejsze to edukacja,
którą musimy podejmować sami przez całe życie. Szczególnie ta finansowa, która
pozwoli nam wydostać się z wyścigu szczurów. Dlatego potrzebujemy najpierw
matematyki i przynajmniej podstaw rachunkowości. Dlaczego matematyki? Bo
oprócz liczenia pomaga rozwinąć abstrakcyjne myślenie, analizę,
spostrzegawczość, sumienność i wytrwałość- przecież to też klucze do jej nauki.
Ktoś powie: zatrudnię osoby, które się na tym znają. Czy na początku Twojej
drogi do niezależności finansowej będzie Cię na to stać? Czy możesz
bezgranicznie ufać takim ludziom? Czy zawsze będą pod ręką kiedy pojawi się
okazja? Nie robisz tego dla kogoś tylko dla siebie i dla swojego bogactwa.
Pamiętaj też o tym, że największym bogactwem jest wiedza i umiejętne jej
wykorzystanie.
Są jeszcze inne punkty widzenia w stylu:
mam talent, urodę itd. i zrobię na tym fortunę. Pytanie brzmi jak tą fortuną
zarządzisz i czy jak większość wygranych w Lotto nie skończysz z większymi
długami niż przed rozpoczęciem swojej drogi na szczyt kariery i bogactwa. Spora
część „gwiazd” żyje na kredyt, który ktoś kiedyś będzie musiał spłacić.
Czy chciałbyś dostać willę w Beverly Hills w spadku? Pewnie każdy by
chciał. Czy jednak chciałbym spłacać gigantyczny kredyt, za który została
kupiona? Tutaj każdy przynajmniej by się zastanowił.
Edukacja finansowa to podstawa dalszej
edukacji aby nie mieć problemów finansowych a życia na kredyt nie traktować
jako bycia zamożnym. Po kryzysie banki znów zaczną udzielać ryzykownych
kredytów- one na tym zarobią a Ty? To już zależy od Ciebie.
Nie każdy musi być ekspertem rynku
nieruchomości, walut, giełdy itd. aby być bogatym nie na kredyt. Bycie zamożnym
to bycie bogatym intelektualnie- umieć analizować sytuację finansową i każdą
inną, widzieć okazje oraz otaczać się właściwymi ludźmi a zatrudniać lepszych
od siebie specjalistów.
Masz własny sposób na bycie bogatym i
uważasz, że moje podejście nie jest słuszne? Uważasz, że wysiłek na edukację
jest zbędny bo można się dorobić w inny sposób? Może masz swojego idola, który
w inny sposób doszedł do bogactwa i nie jest wybitnie wykształcony? Podziel się
swoja opinią w komentarzach.
Noo panie Tomaszu post na wypasie. Trochę za bardzo gówniara ze mnie, żeby tu pisać o studiach ale powiem może o tym nieszczęsnym polskim gimnazjum. Uczymy się tyle o ile, jak kto woli. Zdajemy własnie 'na kredyt'. Uważam, że edukacja jest ważna ale wydaje mi się, że żeby dojść do bogactw trzeba się urodzić z drygiem, wrodzoną inteligencją-tego się nie da nauczyć. Jasne, bycie mądrym jest super, wiemy te różne skomplikowane rzeczy ale osoba z dużą wiedzą, nie potrafiąca o siebie zawalczyć guzik narobi jak jej rodzice-szychy nie wylansują, taka prawda. :) Zapraszam do mnie, na kolejny wpis, który się niebawem ukarze:
OdpowiedzUsuńhttp://baby-twinny.blogspot.com/
Ps. Może chciałby pan grafikę na bloga, którą wykonuję za drobną opłatą? Reklam dźwignią handlu, a wygląd pana bloga (za przeproszeniem) nie przykuwa uwagi. Jakby co zapraszam, na blogu jest kontakt. (o tym właśnie mówiłam, łapię się każdej roboty rękoma i nogami, trzeba sobie jakoś radzić;))
Po pierwsze nie "Panie" tylko mam na imię Tomek i milo mi będzie jeśli będziesz mówiła mi po imieniu bez zbędnej etykiety ;) Co do gimnazjum, to jest to największa krzywda jaką zrobiono polskiej edukacji więc się zgadzamy w tej kwestii. Inteligencja chyba jest wrodzona podobnie jak talenty ale jeśli chodzi o "dryg do bogactwa" to się nie zgodzę. To jest kwestia chęci i zdobycia odpowiedniej wiedzy i niestety nie tej szkolnej. O tym też jest i będzie ten blog- ma obalić mit, że bogactwo jest dla wybranych. NIE! Bogactwo się wybiera i trzeba na nie zapracować. Podobnie ma się rzecz z tymi, którzy dostają spadek- wielu z nich niedługo potem trwoni majątek, na który rodzice ciężko zapracowali i kończy w długach. Masz swoje zdanie i dlatego dobrze się z Tobą rozmawia :)
UsuńDobry wieczór.
OdpowiedzUsuńHm, na początek powiem: dziękuję. Ten post zmienił moje nastawienie do matematyki, na myśl której przechodzą mnie ciarki.
Po drugie przeczytałam ten wpis w odpowiednim momencie swojego życia. Właśnie zastanawiam się nad wyborem studiów. Czy iść na taki kierunek, który będzie przynosił mi radość czy taki, który da zarobić?
Zgadzam się z Kyoshi Pacur. I dopowiem od siebie, że nie tylko w gimnazjum tak jest. Przechodzenie z klasy do klasy na wybłaganych dopuszczających. Sposób nauczycieli na pozbycie się uczniów nie wykazujących chęci do nauki? Według mnie tak.
Pozdrawiam i zapraszam do siebie. http://zderzeniezrzeczywistoscia.blogspot.com
Właśnie pojawiła się nowa notka. Myślę, że również skłania do refleksji :)
Z przyjemnością będę zaglądać tu częściej.
Trzeba zacząć od tego, że wielu nauczycieli traktuje swoją pracę jako tylko obowiązek po to by zarobić. A to jeden z tych "misyjnych" zawodów, które powinno się wykonywać z powołania. Dlatego system edukacji jest tak spaczony- nieudolna reforma, ciągłe zmiany programu nauczania i niekompetentni nauczyciele. Ja trafiłem na tych dobrych nauczycieli, którzy powodowali, że uczyło się z pasją i takich, którzy zniechęcili mnie do wszystkiego, więc dobrze Was rozumiem. Po pewnym czasie, jak zostaje się rodzicami zapomina się o tym a kiedy dzieci mówią, że nauczyciel jest słaby to twierdzą, że to wina dzieci. To rodzice mają realny wpływ na jakość edukacji a z tego często nie korzystają.
UsuńNajważniejsze jednak, ze szkoły nie uczą w najmniejszym stopniu umiejętności miękkich czy praktycznych w życiu. Przykłady są nieżyciowe, przestarzałe i odbiegające od jakiegokolwiek realizmu. Kto uczy autoprezentacji, pewności siebie, technik szybkiego czytania i uczenia się, rozwiązywania problemów z osobowością, psychiką czy złymi nawykami? Zdarza się to tak rzadko, że ciężko to w ogóle zauważyć. Dlatego ja zamierzam ruszać z taka inicjatywą wśród młodzieży ponadgimnazjalnej aby była bardziej świadoma tego, co ich czeka i czego tek na prawdę muszą się nauczyć aby przetrwać w dzisiejszych czasach a nie być popychanym przez "los". i dziękować za "łaskę" pracy na umowie śmieciowej, bezpłatnego stażu czy praktyki, kiedy wielu z nich daje z siebie więcej niż etatowy pracownik. Choć etat to też nie rozwiązanie, które zabezpiecza kogokolwiek na zawsze. Nie istnieje już coś takiego jak stabilizacja życiowa bo świat zmienia się obecnie najszybciej w swojej historii i nie znamy minuty, która nadejdzie i odmieni świat a także nasze życie. Tylko od nas zależy czy wykorzystamy te zmiany dla siebie aby było nam lepiej.
Dziękuję za komentarz i zapraszam częściej.